Wywiad z laureatką pierwszej edycji konkursu „Poeta naszych dni”, Julią Chudecką

O intymnych wyznaniach poetyckich

Anna Budzyńska, Wydawnictwo Borgis: Julio, jesteś młodą osobą piszącą niezwykle poruszające, ale też bardzo dojrzałe wiersze… Czy przelewasz na papier własne doświadczenia, czy też dogłębnie analizujesz i obserwujesz otaczający nas świat, aby ubrać go w słowa swojej poezji?

Julia Chudecka: Na samym początku chciałam bardzo serdecznie podziękować Ci za miłe słowa. Dużo dla mnie znaczą. Wiele z wierszy to moje prywatne doświadczenia, spostrzeżenia i wspomnienia. Jednak wiele z nich powstało pod wpływem rozmów z innymi, przeczytanych książek, obejrzanych filmów. Dużo rzeczy, które tworzę, jest pisanych z męskiej perspektywy. Czytam ogrom książek i poezji innych autorów, oprócz tego uwielbiam słuchać historii ludzi. Odkąd mieszkam w Opolu, polubiłam samotne wizyty w kawiarniach. Podczas nich często zdarzało mi się usłyszeć fragmenty rozmów, które wyrwane z kontekstu okazywały się prawdziwą inspiracją. Nigdy jednak nie wykorzystałam cudzej historii ani słów. Jeśli ktoś opowiada o swojej nieszczęśliwej miłości, ja piszę o innym niespełnionym uczuciu lub wyobrażam sobie uczucia drugiej strony konfliktu. Ktoś, kto opowie mi swoje przeżycia, może być pewien, że nie przerobię ich na wiersz. Często osobom, które opowiadały mi swoje historie, czytałam wiersze nimi inspirowane. Dopiero, gdy im wyjawiałam, że to oni zainspirowali mnie do tego utworu, odkrywali, że faktycznie istnieją cechy wspólne. Jednak, tak jak wspomniałam, wiele moich wierszy powstało też na podstawie moich osobistych przeżyć. W jednym wierszu jest mowa o Opolu, w którym obecnie mieszkam, w innym opisuję moją Mamę. To moje prawdziwe i osobiste historie. Napisałam jednak mnóstwo wierszy, z którymi nie identyfikuję się biograficznie i nie mam tu na myśli tylko tych, gdzie podmiotem lirycznym jest mężczyzna. Przykładowo „Kobieta”, „Spowiedź” i „Ważność” absolutnie nie są moimi doświadczeniami, choć podmiot liryczny jest kobietą, w dodatku wrażliwą obserwatorką, tak jak ja. Nie chcę zdradzać, które jeszcze wiersze są osobiste, ale zdecydowana większość należy do kategorii intymnych wyznań poetyckich. Nawet jeśli piszę o kimś lub czymś zainspirowana, zawsze wkładam w wiersz całe moje serce i dodaję mnóstwo od siebie. Tak naprawdę w każdym z nich jest cząstka mnie.

AB: W tomiku wierszy, który właśnie wydajesz z Wydawnictwem Borgis, Twoje utwory poukładane są chronologicznie i oznaczone datami. Pierwsze są z 2014 i 2015 roku i uderzają powagą poruszanych problemów, choć w momencie ich pisania miałaś zaledwie naście lat. Czy to wtedy odkryłaś w sobie tak wielką wrażliwość na świat?

JCh: Wydaje mi się, że moją wrażliwość odkryłam już jako dziecko. Nigdy nie mogłam patrzeć na krzywdę innych, wzruszały mnie książki, filmy, słowa i historie, które nie robiły na innych aż takiego wrażenia. Kiedy świat rzeczywisty stawał się nie do zniesienia, uciekałam w fikcyjny. Do trzeciej klasy szkoły podstawowej przeczytałam ze szkolnej biblioteki wszystkie interesujące mnie książki i zaczęłam sięgać po te dla gimnazjum. Wolałam czytać niż brać udział w interakcjach towarzyskich. Oczywiście miałam koleżanki i kolegów, ale wolałam książki. Mniej więcej w trzeciej klasie podstawówki pojawiło się u mnie marzenie napisania czegoś własnego. Od zawsze miałam niezwykle bujną wyobraźnię, a dzięki rozwiniętej empatii udawało mi się wczuć w emocje i uczucia innych. To szczególnie pomagało mi w teatrze. Do początku studiów występowałam na różnych amatorskich przeglądach teatralnych. Próbowałam pisać opowiadania, ale zazwyczaj szybko traciłam zapał. W 2014 roku odkryłam poezję Jarosława Borszewicza i kilku innych autorów. Zaczęłam szukać wierszy w Internecie, analizowałam też teksty piosenek i czytałam coraz dojrzalsze książki. W 2015 roku z kolei napisałam moje pierwsze opowiadanie fan fiction, co tym mocniej pozwoliło mi się wczuć w emocje innych. Było to niezwykle pomocne przy pisaniu wierszy. Myślę, że moja wrażliwość tylko wyostrzyła się w okresie dojrzewania, gdy emocje buzują, bo istniała zawsze. Nie powiedziałabym, że odkryłam ją podczas dorastania. Raczej wydaje mi się, że dorastając, próbowałam się z nią oswoić i pogodzić. Przeszkadzała mi w wielu sytuacjach, ale obecnie naprawdę ją doceniam, bo dzięki niej potrafię lepiej zrozumieć innych i opisywać emocje, przede wszystkim moje własne. Mogę też używać jej, by pomagać innym. Myślę, że w 2014 i 2015 roku dopiero zaczynałam się z nią oswajać. Na ten moment nadal nad tym pracuję, ale jestem z nią całkowicie pogodzona i naprawdę ją doceniam.

AB: „Tapczan boli od mojego / nieleżenia na nim. / A ramiona cierpną, / bo brakuje Twojej marynarki. / Szanse bolą” – to fragment jednego z pierwszych Twoich utworów. Wzruszający. Niezapomniany. Zachęcający do refleksji, tak jak większość Twoich wierszy. Czym jest dla Ciebie tworzenie poezji? Co daje Ci pisanie wierszy, praca nad i ze słowem?

JCh: Ponownie bardzo Ci dziękuję. Wiersz, który wspominasz, jest dla mnie jednym z ważniejszych utworów z tamtego okresu i nadal pamiętam emocje, jakie mi towarzyszyły, gdy go pisałam. Tworzenie poezji jest dla mnie sposobem na wyrażenie emocji, przedstawienie świata z mojej perspektywy, wykreowanie jakiejś wizji rzeczywistości. Piszę, bo to daje mi ulgę, ale też dlatego, że to pozwala mi dużo zrozumieć. Kiedy publikowałam niektóre moje wiersze na Instagramie i specjalnej grupie na Facebooku, zaczęłam dostawać ogrom miłych wiadomości od innych ludzi. Większość z nich pisała, że moje wiersze w jakiś sposób pomogły im ubrać w słowa ich uczucia, przeżycia, przemyślenia. Od tamtej pory odkryłam, że piszę nie tylko dlatego, żeby poczuć ulgę, ale też po to, by dać ją innym. Jeśli ktokolwiek, czytając jakikolwiek mój wiersz, odnajdzie w tym siebie, poczuje się lepiej, coś zrozumie lub zmieni punkt widzenia – to oznacza, że wykonałam swoje zadanie. Czasem piszę też, by innym coś uświadomić. Napisałam wiersz o przemocy, który udostępniłam na moim koncie na Instagramie i nie sądziłam, że zdobędzie tak wiele polubień oraz komentarzy. Ale taki był jego cel – uświadomienie, czym właściwie jest przemoc w związku. Kiedy kreuję podmiot liryczny – zakochanego mężczyznę, najczęściej staram się stworzyć go takim, żeby stanowił poniekąd wzór miłości, na jaką zasługują kobiety, które będą czytać te utwory. Pisanie daje mi też możliwość lepszego zrozumienia siebie, co jest bardzo pomocne w trudnych momentach mojego życia. Tak naprawdę nie wyobrażam sobie, że mogłabym przestać pisać, nawet jeśli miałby być to już tylko pamiętnik. Pisanie stało się częścią mnie, słowa, tak jak napisałam w „Bezsennej”, wypełniają mój umysł. Praca ze słowem to możliwość dania im ucieczki na papier. A praca nad słowem, nad poezją, to też tak naprawdę praca nad samą sobą. Dzięki pisaniu nie tylko zrozumiałam lepiej moje emocje, ale także nauczyłam się dyscypliny i patrzenia na świat z różnych perspektyw.

AB: Pięć Twoich utworów zostało opublikowanych w pierwszym tomie „Poezji naszych dni” wydanej w 2020 roku nakładem Wydawnictwa Borgis. Następnie zostałaś zwyciężczynią konkursu „Poeta naszych dni”, dzięki czemu wraz z naszym Wydawnictwem wydajesz właśnie swój własny tomik poezji. Jakie emocje towarzyszyły Ci, gdy Twoje utwory pierwszy raz pojawiły się w druku i jakie emocje przeżywasz teraz, gdy wiesz, że lada chwila ukaże się Twoja własna książka?

JCh: Kiedy odkryłam konkurs Wydawnictwa, byłam bardzo podekscytowana. Wybrałam różne wiersze, starałam się pokazać różnorodność mojej twórczości. Gdy dowiedziałam się, że moje utwory zakwalifikowały się do tomiku, byłam zachwycona. Kiedy tomiki dotarły do mojego domu rodzinnego w Wieluniu, nadal byłam w Opolu. Czułam więc radość, ale wciąż to do mnie nie docierało. Miałam wrażenie, że to absolutnie nierealne, bo w tym trudnym dla nas wszystkich roku raczej nie wydarzyło się wiele rzeczy, które można określić mianem sukcesu. A obecność moich wierszy w antologii bez wątpienia była i nadal jest dla mnie sukcesem. Czułam się wzruszona, mogąc pierwszy raz przeczytać moje utwory wydrukowane, w książce, ale tak naprawdę to wzruszenie towarzyszy mi za każdym razem, gdy wracam do antologii. To niezwykłe uczucie móc czytać swoje wiersze wśród tak wielu innych świetnych wierszy zdolnych autorów. Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się wygranej w konkursie „Poeta naszych dni 2020”. To dla mnie ogromny zaszczyt i wyróżnienie. Uwielbiam pracę nad każdym etapem powstawania tomiku, jestem niesamowicie wdzięczna za wszystko, co mogę robić w kierunku wydania mojej książki. Jeszcze nie jestem w stanie wyobrazić sobie uczuć, jakie będą mi towarzyszyć, gdy wezmę w dłonie mój tomik. Jestem pewna, że się wzruszę, bo czuję wzruszenie już teraz. Nadal nie do końca mogę w to wszystko uwierzyć. Przeżywam ten proces do tego stopnia, że popłakałam się ze szczęścia, gdy dowiedziałam się o wygranej. To wszystko dużo dla mnie znaczy, ale też trochę mnie stresuje. Chciałabym, żeby moje wiersze przemówiły do Czytelników i Czytelniczek, pozwoliły im coś odkryć, zrozumieć, poczuć się lepiej. Mam nadzieję, że tak będzie.

AB: Czy poezja będzie Twoją stałą towarzyszką życia czy też jest ona tylko chwilową partnerką? A może kuszą Cię inne rodzaje literackie? Jak widzisz swoją literacką przyszłość?

JCh: Pierwsze rymowe teksty mojego autorstwa powstały już w 2011 roku. Pierwszy wiersz napisałam w 2013, a od 2014 roku piszę ciągle, co zresztą widać po tomiku. Zdarzają mi się kilkutygodniowe okresy braku weny i inspiracji, kiedy nie piszę nic. Nie mam żadnej gwarancji, że pewnego razu taki okres nie przedłuży się do kilku miesięcy lub nawet lat. Na ten moment absolutnie kocham poezję, z każdym rokiem coraz bardziej. Szukam nowych autorów, kupuję nowe tomiki, czytam nowe wiersze, także na Instagramie. Bardzo często też tworzę. W trakcie pandemii szukanie inspiracji z zewnątrz jest trudniejsze, więc bardziej skupiam się na tych wewnętrznych. Inspirują mnie moje emocje, wspomnienia, przeżywane dylematy i dobre chwile. Staram się też więcej oglądać i czytać, żeby móc ciągle się doskonalić i znajdować kolejne pomysły. Ale tak jak mówiłam, nie mam żadnej pewności, że zawsze będę umiała to wykorzystać, coś z tego stworzyć. Zdarzają się momenty, w których czuję ogrom emocji, ale nie potrafię przelać ich na papier, uformować z nich wiersza. Dlatego naprawdę nie jestem w stanie powiedzieć, czy poezja będzie towarzyszyła mi zawsze. Moje najnowsze wiersze są radośniejsze i pełniejsze nadziei niż te stare. Chciałabym, żeby zawsze tak było i przyznam, że jeśli zależałoby to ode mnie, to poezja byłaby ze mną już zawsze. Kusi mnie napisanie własnej powieści. Mam kilka pomysłów, które bardzo chętnie bym zrealizowała. Nie wiem tylko, czy umiem kreować świat w prozie z taką lekkością jak w poezji, ale jeśli tak, to z radością to zrobię. W przyszłości najchętniej wydałabym co najmniej jeszcze jeden tomik wierszy, ponieważ mam mnóstwo pomysłów na kolejne utwory. Oprócz tego wydałabym własną powieść. A moim absolutnym szczytem marzeń literackich byłoby wydanie własnego reportażu. W 2019 roku pracowałam jako dziennikarka prasowa i napisałam kilka popularnych reportaży. Myślę, że zrealizowanie trudnego tematu w formie książki to na razie nieosiągalne, aczkolwiek obiecujące marzenie. Jednak staram się teraz nie myśleć o mojej literackiej przyszłości, tylko o literackiej teraźniejszości, że tak to ujmę. Piszę kolejne wiersze, myślę o stworzeniu bloga literackiego, mam w planach przeczytanie całej listy rozwijających książek i nie mogę się doczekać publikacji mojego tomiku. Nie sądziłam, że to marzenie faktycznie się spełni, dlatego staram się skupić na czerpaniu z całego procesu maksymalnej radości.