Oblicze anestezjologii w mediach

© Borgis - Anestezjologia Intensywna Terapia 3/2001, s. 197-202

Maria J. Turos

W chwili obecnej rzeczą bezsporną pozostaje fakt, iż za ważny czynnik kształtowania się społecznego wizerunku określonej grupy zawodowej uznać można jej obecność, bądź też brak takowej w mediach. Niestety, w odniesieniu do anestezjologii sposób, w jaki jest ona prezentowana na forum publicznym wydaje się być dla tej specjalności dosyć kłopotliwy. Nie bez znaczenia pozostaje również fakt, iż samo pojęcie „anestezjologia w mediach” obejmuje sobą dwa zasadniczo różniące się od siebie obszary zainteresowania.
Pierwszym z nich jest informacja, a także publicystyka prasowa oraz radiowa i telewizyjna sensu stricto zajmująca się szeroko pojętymi zagadnieniami medycznymi. Na tym gruncie media w miarę regularnie donoszą o wprowadzeniu nowego postępowania operacyjnego, jak też o sukcesach transplantologii czy innych inwazyjnych metod terapeutycznych. W dziennikach telewizyjnych i innych programach informacyjnych ich odbiorcy epatowani są obrazami pacjentów leżących na łóżkach szpitalnych, których schorzenia i zastosowane sposoby lecznicze relacjonują lekarze posiadający nierzadko wysokie tytuły naukowe, skwapliwie odpowiadający przy tym na pytania dziennikarzy. Nie dotyczy to co prawda tematu, ale moim zdaniem zostaje tu naruszona istotna sfera dóbr osobistych pacjenta, gdyż takowego nikt zazwyczaj o zgodę nie pyta w ferworze pogoni za sensacją i co istotne, wystąpienia owe zdają się kolidować z przestrzeganiem tajemnicy lekarskiej1. Przy takiej konstrukcji programu zazwyczaj pokrywa się milczeniem lub marginalizuje rolę zespołu anestezjologicznego, którego działania zarówno w sali operacyjnej jak i w oddziale intensywnej terapii w zasadniczy sposób przyczyniły się do pozytywnego wyniku końcowego. Warto odnotować przy tym, iż sama aparatura anestezjologiczna w oczach mediów uchodzi za dość fotogeniczną – szczególne zainteresowanie „oka kamery” wzbudzają nowoczesne monitory czy respiratory – lecz można odnieść wrażenie iż tylko ona sama. Rzadko prezentowane są osoby bezpośrednio nią się posługujące, jeśli już, to bokiem, z oddali, jak gdyby wpisane w tło, stanowiące dodatek dla sprzętu ekscytującego przede wszystkim barwnymi wykresami na ekranach.
Deprecjonująco na ogląd tej specjalizacji wpływają także wypowiedzi o bezproblemowym posługiwaniu się lekami oraz pewnymi technikami anestezjologicznymi przez lekarzy innych specjalności, przede wszystkim stomatologów2. Teksty o tym charakterze, prócz prasy codziennej, można znaleźć w publikacjach niejako celowo ukierunkowanych na propagowanie oświaty zdrowotnej i prezentowanie w sposób popularny najnowszych osiągnięć wiedzy medycznej3. Zupełnie ubocznie jest przy tym traktowana kwestia bezpieczeństwa takich procedur, mało tego – zdarzają się wypowiedzi „... niestety w Polsce gaz rozweselający... [popularna w tego typu artykułach nazwa podtlenku azotu]... – mimo że nieszkodliwy – nie trafił jeszcze do gabinetów...”4. Dane statystyczne, pochodzące m.in. z Wielkiej Brytanii5 wskazują jednak wyraźnie, iż tylko w latach 1996 – 1999 zmarło z powodu powikłań po znieczuleniu ogólnym zastosowanym przez stomatologa 8 osób, w tym pięcioro dzieci. Jak pisze holenderski anestezjolog, L. Booij: „... zachorowalność i śmiertelność są niższe, a jakość usług wyższa tylko wówczas, gdy anestezjologią zajmują się lekarze anestezjolodzy...”6.
Niepokój może również budzić fakt, iż jeśli postać anestezjologa pojawia się już w mediach, a w szczególności na łamach prasy, to najczęściej jest on bohaterem może nie wprost negatywnym, ale mocno podejrzanym. Anestezjologia w całości przedstawiana bywa również jako specjalizacja o wyjątkowo złym wizerunku – vide sporadycznie w pełni udokumentowane informacje o pacjentach z powikłaniami pooperacyjnymi, które są przez lekarzy zatajane, m.in. przez nieczytelne zapisy w dokumentacji lekarskiej7. Nadal też, pomimo całkowitej fałszywości owego przekonania8, za fakt śmierci pacjenta w okresie okołooperacyjnym obwiniany pozostaje tak przez media jak i przez prawników – o czym szerzej pisałam już uprzednio – tylko i wyłącznie anestezjolog oraz znieczulenie. Można nawet wysnuć przypuszczenie, iż na takie zdarzenia dziennikarze wręcz czyhają9, przy czym jakiekolwiek ograniczenia w dostępie do informacji na terenie placówki, gdzie doszło do tragicznego zdarzenia kwitowane są stwierdzeniem „... lekarze zawsze kryją się wzajemnie...”10. Gros doniesień prasowych o śmiertelnym powikłaniu narkozy zastosowanej często do nieskomplikowanego zabiegu operacyjnego jest tak skonstruowanych, iż przeciętnego czytelnika napełnia przerażeniem. Tu za przykład może posłużyć klasyczna notatka prasowa „... pięcioletni Patryk J. z Gdańska trafił do szpitala, bo skaleczył się w palec. Miał mieć mały zabieg. Lekarz kazał go uśpić. Nie umiał go już dobudzić. Chłopczyk zmarł...”11. Czego tak naprawdę można się z niej dowiedzieć – praktycznie niewiele. Pytania natomiast jakie nasuwają się w kontekście przedstawionego materiału uważam za bardzo istotne. Po pierwsze – komu ów lekarz zlecił wykonanie znieczulenia, kazał uśpić małego pacjenta, po drugie – czy kontynuował je sam, oraz po trzecie – nie umiał czy też nie mógł go [a to jest moim zdaniem różnica wielkiej wagi] następnie wybudzić. Wniosek stąd, iż pewne informacje zostały niejako a priori przez autora owej wzmianki przemilczane. Lecz taki namysł wymaga pewnej przynajmniej orientacji w przedstawionym temacie. Dla osoby nie posiadającej wstępnych informacji ten przykładowy tekst staje się jasnym potwierdzeniem, że znieczulenie, a być może każde inne działanie anestezjologa kryje w sobie niewyobrażalne wręcz ryzyko, oraz całą serię możliwych do wystąpienia powikłań wyzwolonych w skutek jednego popełnionego przezeń błędu czy pomyłki. Powikłania chirurgiczne, choć niejednokrotnie podobnie tragiczne w skutkach i występujące relatywnie częściej, w zestawieniu z nim jawią się jako zjawisko normalne, uważane za następstwo choroby zasadniczej lub złe zrządzenie losu, zamknięte w trywialnym powiedzonku „robiliśmy wszystko co w naszej mocy ale...”.
Kolejnymi tematami, wokół których ogniskuje się zainteresowanie środków przekazu, jeśli już zostaje skierowane na anestezjologię, są doniesienia o nieuczciwych manipulacjach z chorymi nieprzytomnymi. W tym kontekście niejednokrotnie pada zamaskowane przez eufemistyczny termin „kryptoeutanazja”, pytanie o zagadnienie eutanazji sensu stricto. Dlaczego własnie eutanazji? Przypuszczalnie, myśl ta ma swoje korzenie w tym, iż anestezjolog wchodzi jako jeden z członków w skład zespołu orzekającego śmierć mózgu, czyli wdrożenie procedury uznania za zmarłego potencjalnego dawcy narządów do transplantacji. Kierownik oddziału intensywnej opieki medycznej będący również anestezjologiem, wysuwa podejrzenie izolowanej śmierci pnia mózgu i powiadamia o potrzebie zwołania komisji12. Podchwytliwość pytań formułowanych przez przedstawicieli mediów, omijając meritum sprawy, najczęściej zmierza wówczas w kierunku zanegowania obiektywności decyzji o zaprzestaniu czynności reanimacyjnych, bądź intensywnego leczenia. Padają przy tym sugestie, iż decyzja owa została podjęta nazbyt wcześnie, kierowano się niejasnymi kryteriami, dalekimi od norm etycznych nastawionych na jednakowe postrzeganie każdego pacjenta lub dla odmiany „... czy działania reanimacyjne nie są ambiwalentne, gdyż jako szansa dla człowieka są zarazem jego zagrożeniem...”13. Także sama definicja śmierci, która choć znalazła aprobatę nawet w oczach Jana Pawła II wyrażonej przez Papieską Akademię Nauk14 w zdaniu„... osoba może być uznana za zmarłą, gdy utraciła w sposób nieodwracalny zdolność integrowania i koordynowania funkcji fizycznych i umysłowych swego ciała...”, sprawia iż szczególnie w kręgach publicystyki związanej z naukami teologicznymi nadal spotkać się można z passusami dalekimi od przyjętej przez Niego wykładni jak przykładowo – „... przyjęcie za kryterium śmierci zaniku tylko pewnych części mózgu uznanych za centralne miejsce integrowania i koordynowania aktywności ludzkiego ciała, w momencie gdy pracują jeszcze serce i płuca jest ryzykowne... a nawet niedopuszczalne...”15.
O sukcesach anestezjologii jakoś nie można znaleźć odpowiedniej liczby publikacji. Szczególnie mało jest – jakże przydatnej w ogólnym oglądzie specjalności – informacji o wzrastającym z roku na rok poziomie bezpieczeństwa znieczulenia, a nie jest truizmem, iż „... chory znieczulany przez anestezjologa w Nowym Jorku jest dużo bezpieczniejszy niż podczas przechadzki po ulicach tego miasta, odnosi się to także do miast w Polsce...”20. Podobne, niekorzystne dla formowania opinii społecznej milczenie okrywa inne domeny działalności anestezjologów, jak skuteczne leczenie dolegliwości bólowych bądź ratowanie chorych w stanie krytycznym z niewydolnością wielu narządów. Obiektywnych i reprezentujących właściwy poziom merytoryczny tekstów poświeęconych anestezjologii praktycznie nie ma wcale. Na postawienie takiej tezy pozwala analiza zawartości czasopism zajmujących wysokie pozycje w rankingach czytelniczych. Dla przykładu w roku 2000 na łamach „Wprost” w kolumnie „Nauka i Zdrowie” ukazało się ogółem 81 artykułów poświęconych rozwojowi nauk medycznych, z czego 15 dotyczyło zagadnień związanych z chirurgią, zaś tylko jeden poruszał ogólnie zagadnienia znajdujące się w gestii poczynań zawodowych anestezjologa, a mianowicie dotyczył leczenia bólu przewlekłego21. Z podobną sytuacją spotykamy się w „Polityce”. Tu na 26 mniejszych form tekstowych oraz 5 „Raportów Polityki” [Nr. 10, 21, 33, 46, 51], w których tematem wiodącym były szeroko rozumiane zagadnienia zdrowotne zaledwie jedna publikacja dotyczyła chirurgii. Anestezjologia zupełnie nie wzbudziła zainteresowania redakcji – zamieszczono jedynie w „Listach do redakcji” komentarz pióra dr. A. Orońskiej oraz prof. A. Küblera jaki powstał na kanwie „Raportu” poruszającego zagadnienia eutanazji [„Polityka” Nr 50]. Analizowane powyżej periodyki nie zostały wybrane przypadkowo. Jesienią 1999 r. w czołówce najpopularniejszych czasopism „Wprost” zajęło 7 [10% czyt.] zaś „Polityka” 8 miejsce [9,7% czyt.]22, natomiast w sondażu przeprowadzonym w analogicznym okresie roku 2000. „Wprost” zajęło 8 pozycję [6,5% czyt.], a „Polityka” uplasowała się na 14 [5,3% czyt.]24.
Podobnie rzecz się ma z prasa przeznaczoną dla kobiet. W przedziale od lipca do grudnia 2000 pierwszą dziesiątkę pod względem poczytności tworzyły tytuły przedstawione w tab. I 24.
Tab. I.
TytułCzęstotliwość ukazywaniaProcent poczytności w swojej kategoriiIlość stron w temacie medycyna i zdrowieInformacje dotyczące anestezjologiiUWAGI
Pani Domutygodnik23,9%51brak
Przyjaciółka-//-22,3%38brak
Naj-//-14,9% 35brak
Chwila dla Ciebie-//-13,9%83brak"Mini Encyklopedia Zdrowia" ukazująca się od Nr 38 nie uwzględnia hasła anestezjologia
Tina-//-10,8%84brak
Świat Kobietydwutygodnik4,3%60brakTo jest tylko fragment artykułu. Aby przeczytać całość, przejdź do Czytelni medycznej.