Opieka duchowa w terminalnej fazie choroby

© Borgis - Nowa Medycyna 1/2000

Ks. Zbigniew Pawlak

Nie jest to wykład ani poradnik dla kandydatów na członków zespołu opieki paliatywnej czy hospicyjnej. Najchętniej nazwałbym to refleksją nad umieraniem, wynikłą z moich spotkań z chorymi. Korzystałem też z przemyśleń i doświadczeń innych ludzi opiekujących się nieuleczalnie chorymi, często poprzez ich publikacje. Nie taję, że w wyobrażeniach wybiegałem także do własnej śmierci, już nie tak odległej, starając się poznać przeżycia, które będą jej towarzyszyć. Ufam, że refleksja ta będzie pomocą dla początkujących opiekunów ludzi umierających, pobudzi do konfrontacji z własnymi przemyśleniami tych Czytelników, którzy mają już doświadczenie w tym rodzaju posługi – lekarzy, pielęgniarki, wolontariuszy, kapłanów; pogłębi znajomość problemu i jeszcze bardziej uwrażliwi na potrzeby nieuleczalnie chorych, zwłaszcza umierających. Problem opieki duchowej nad tymi chorymi nie jest i nigdy nie będzie zamknięty. Poznamy go w pełni, gdy przyjdzie pora przeżyć śmierć osobiście.
Czym w istocie jest śmierć nikt tego nie wie, chociaż myśl ludzka stara się wydrzeć jej tajemnicę. Jeśli odrzuci się Objawienie Boże pozostajemy w kręgu hipotez, domysłów i wyobrażeń. W każdym razie badania etnograficzne sięgające najstarszych kultur wskazują na wiarę w życie pozagrobowe. Wiarę w bycie po śmierci spotykamy także w starożytnych kulturach rozwiniętych. Wyobrażenia te budziły jednak niepokój. Starotestamentalny szeol, grecka wizja hadesu to otchłanie – miejsca bytowania cieni pozbawione nadziei, sensu i miłości. Współcześnie modną wizją życia po śmierci jest stan pogrążenia się w bezkresnej otchłani kosmicznej. Choć autorzy tych nowych obrazów „wieczności” starają się ukazać ją w jasnych barwach spełnienia się i sukcesu - lęki te same (1). W perspektywie śmierci „wali się” zazwyczaj także stoicka postawa scjentyczno-oświeceniowa. Natomiast przeciętna ludzka wyobraźnia, zdana na samą siebie, wciąż projektuje widma otchłani mrocznej i tajemniczej, w którą człowiek będzie musiał wkroczyć niestety samotnie. Umbra mortis, ciemności niewiedzy pozostaną zawsze krainą lęku. Poglądy na śmierć i to co po śmierci – bo trudno mówić poważnie o przekonaniach – „dobre są”, gdy perspektywa śmierci jest jeszcze czasowo odległa. Gdy zbliża się kres życia, poglądy te, które należą do sfery przeżyć teoretycznych, tracą swą siłę. Świadomość człowieka ogarnia egzystencjalny niepokój. Ludzie, którzy w jakikolwiek sposób starają się pomóc umierającym, nie mogą tego problemu lekceważyć.
Diagnostyczne ujawnienie złośliwej postaci choroby nowotworowej nie oznacza jeszcze stanu terminalnego. Rozpoczyna się „walka z rakiem” i chory może żyć jeszcze długo. W świadomości chorych pojawia się jednak widmo śmierci i widmo cierpienia, które wiąże się z procesem długiej i uciążliwej terapii onkologicznej. Wśród chorych dość powszechne jest przekonanie o bardzo ograniczonych możliwościach medycznych. Stąd słyszy się czasem takie określenie swojej sytuacji: „Jest to początek końca. Nie wiadomo tylko kiedy nastąpi ten koniec”. Taka sytuacja wywołująca zapaści psychiczne i udręki duchowe domaga się stosunkowo wcześnie szczególnej pomocy, opieki i wsparcia ze strony bliskich i służby zdrowia.
I. CIERPIENIA DUCHOWE – BÓL EGZYSTENCJALNY
Bardzo trudno jest opisać przeżycia duchowe człowieka w obliczu śmierci. Pomijam smutek i lęk, które należą do kategorii doznań psychicznych, a towarzyszą tak cierpieniom fizycznym jak i udrękom duchowym. Są one bardzo zindywidualizowane. Jeżeli w refleksji antropologicznej tak bardzo podkreśla się niepowtarzalność każdego człowieka, to sytuacja graniczna, a taką par excellence jest świadome zbliżanie się ku śmierci, wyostrza tę różnorodność cierpienia i postaw wobec tej nowej przecież i nieznanej sytuacji. W każdym razie na czoło tych doznań wydają wybijać się trzy:
1. Poczucie osamotnienia
Chory ma wiele powodów, żeby czuć się osamotnionym. „Zwolniony z życia” już nie należy do społeczności ludzi zdrowych, aktywnych, z planami na przyszłość. Często spotyka się też ze współczuciem, które wzmaga tylko poczucie bycia „innym”, lub z unikami albo nieporadnością podtrzymania naturalnego kontaktu ze strony znajomych i „przyjaciół”. Dlatego niektórzy chorzy przeżywają chorobę nowotworową jako sytuację wstydliwą. Czują się życiowo zdegradowani. Do poczucia upokarzającego osamotnienia i zredukowanej wartości chorego może przyczynić się także niestety wyniosła postawa lekarza lub bezduszna posługa pielęgniarki.
Poczucie osamotnienia potęguje się w terminalnej fazie choroby. Otoczenie chorego, mimo najlepszej woli i życzliwości, cóż może ofiarować? Podanie ręki? Współczucie? Przecież każde towarzyszenie umierającemu człowiekowi pozostaje tylko „na powierzchni”. Nikt z czuwających przy chorym i pozostających jeszcze przy życiu nie może dosięgnąć tego, co w śmierci najistotniejsze. W otchłań śmierci wkracza się zawsze samotnie.
Przeżycie osamotnienia i smutku odnajdujemy także w życiu Jezusa, które szczególnie ostro nasiliło się w obliczu cierpienia i śmierci. Jezus, udając się na Górę Oliwną, zaczął się smucić i niepokoić – napisał św. Mateusz. W tej samotności prosił Piotra, Jakuba i Jana, żeby Go nie opuszczali, żeby przy Nim czuwali (Mt 26, 37). Tu warto zauważyć bardzo ważny szczegół – Jezus spośród wszystkich przyjaciół – apostołów wybiera tylko najbliższych. Charakterystyczna jest u ludzi ciężko chorych i umierających ta selekcja osób, którzy mogą im towarzyszyć czy nawet tylko odwiedzać. Chory zazwyczaj wyraźnie wskazuje na tych, których obecność jest mu pomocna i miła, bo stan, w jakim chory się znalazł, należy do kategorii przeżyć intymnych.
Poczucie osamotnienia u osób umierających, nawet wierzących, przybiera czasem rozmiary absolutne, tzn. jest ono tak głębokie i dramatyczne, że choremu wydaje się, że nawet Bóg go opuścił. Doświadczenie to nie obce jest psalmiście, bo skarżył się: Boże mój! Boże mój! Czemuś mnie opuścił! Ewangeliści podają, że Jezus w agonii resztkami sił wykrzyczał te słowa. Chwilę później z ufnością oddał duszę Ojcu. Sądzę, że Jezus, który dla chrześcijanina jest kluczem do zrozumienia tajemnicy człowieka, odsłonił tu przeżycia duchowe człowieka, który umiera. Oscylują one między dwoma biegunami – zwątpieniem i nadzieją; niepokojem i ufnością. W końcu jednak zwycięża to drugie.
2. Poczucie bezsensu i pustki
Obsesja myśli egzystencjalnych stanowi intelektualny podkład cierpień duchowych. Zwłaszcza dramatyczne pytania o sens losu ludzkiego wydają się szczególnie nasilone i ostre w terminalnej fazie choroby. Jedna z naszych pacjentek, matka trojga dorosłych już dzieci, doświadczając dotkliwych cierpień związanych z prz

To jest tylko fragment artykułu. Aby przeczytać całość, przejdź do Czytelni medycznej.